Wysoki punkt widzenia

Poniedziałek zaczął się bardzo ciężko. Moje nogi dalej bolały po niedzielnym zakupowym szaleństwie w Osace. Pewnie byłoby inaczej, gdybym po powrocie poszła do ofuro (お風呂), czyli gorącej kąpieli podobnej do naszych dawnych łaźni. Niestety, w naszym akademiku taka łaźnia czynna jest tylko do 22:30. Podobnie zresztą jak prysznice, które brać można tylko w ustalonych godzinach: 7 – 8.30 i  20 – 22.30. Na łazience wisi nawet kartka, że jeśli ktoś zostanie przyłapany na braniu kąpieli poza ustalonymi godzinami, zostanie na niego złożone doniesienie do władz uniwersytetu. Trochę to dziwne i czasami tęsknię za możliwością umycia się o dowolnej porze, ale można się przyzwyczaić.

Dziś po raz pierwszy jedliśmy prawdziwie japońskie śniadanie, washoku (和食) – japońskie potrawy, w akademickiej stołówce. Do tej pory otrzymywaliśmy siatki z prowiantem, które wieczorami pan Tamada wkładał do naszych szafek. Były to głównie bułki, które w Japonii nie należą do najlepszych… Japończykom opcja jest koncepcja puszystego chleba z chrupiącą skórką, dlatego całe dostępne tu pieczywo smakuje jak chleb tostowy. Fajnie jest zjeść cos takiego raz na jakiś czas, ale nie codziennie.

20170219_120102

Tak właśnie wygląda japońska buła: ta jest z kukurydzą i majonezem.

20170227_083136

Dzisiejsze śniadanie: głównym daniem były mięsne klopsy w sosie. Były bardzo dobre, ale chwilę mi zajmie przyzwyczajenie się do takiej formy śniadania.

Mieliśmy dziś tylko jeden wykład nawiązujący do miejsc, które następnie pojechaliśmy zobaczyć, czyli góry Asama (朝熊山) i znajdującej się na niej świątyni Kongoshoji (金剛證寺).

20170227_102928

Taka wiosenna dekoracja kompozycja przywitała nas w sali. 🙂

Ta świątynia to miejsce gdzie religia shinto i buddyzm funkcjonują razem w pięknej harmonii. Związek tych dwóch wierzeń jest tu bardzo silny. W Kangoshoji czczona jest jednocześnie Amaterasu i budda Dainichi. Ich wizerunki splatają się ze sobą i tworzą niepodzielny i niepowtarzalny kolaż. Możliwe jest to głównie dzięki nietypowemu podejściu Japończyków do religii. W Kraju Kwitnącej Wiśni wiele osób uznaje się za wyznawców dwóch religii jednocześnie i nie widzi z tym problemu. Nazywane jest to synkretyzmem religijnym. Dlatego świątynie takie jak ta na górze Asama wplatają się zgrabnie w ten nurt. W okresie Meiji próbowano położyć kres synkretyzmowi religijnemu, jednak dalej jest to powszechne zjawisko.

img_2098

Przed wejściem do samej świątyni zwiedziliśmy jeszcze muzeum zbiorów świątyni.

img_2136

W tym niepozornym budynku mieszczą się wyjątkowe skarby narodowe!

Tak wygląda wizerunek bogini Amaterasu nazywany Uhodoji.

img_2119

img_2116

img_2137

Tak wygląda wejście do świątyni.

20170227_114054

A tak ja na tle dziedzińca z przepięknym mostkiem i stawem. Było trochę zimno, dlatego jestem taka opatulona.

20170227_114220

Uroczy mostek i staw.

img_2149

Widok od drugiej strony.

img_2154

Wizerunek pagody.

20170227_114805

img_2143

Po świątyni oprowadzał nas starszy, bardzo miły i zabawny mnich.

Dzięki uprzejmości zarządców świątyni mogliśmy wejść do zazwyczaj niedostępnej dla turystów strefy “ołtarzowej”. Mogliśmy z bliska przyjrzeć się posągom i wizerunkom bóstw, które zazwyczaj podziwiać można tylko z odległości i zza zabudowanej nastawy. Oczywiście, nie mogliśmy robić tam zdjęć, bo przestrzeń ta uznawana jest za świętą. Jednak było to bardzo silne przeżycie, którego zapewne nie będzie mi już dane powtórzyć. 😀

img_2166

Te kolory z kwitnącymi kwiatami wyglądają przepięknie.

img_2172

Pąki kwiatów na tle błękitnego nieba.

img_2174

A to stupy, czyli buddyjskie wersje nagrobków.

Niektóry są naprawdę ogromne. Widać to najlepiej w porównaniu z naszą grupą.

Niestety, między stupami powstaje korytarz wietrzny, w którym wieje bardzo silny i zimny wiatr. Mnich powiedział nawet, że jego zdaniem jest to najzimniejsze miejsce na całej górze.

img_2193

Stupy z wypisanymi cenami. 🙂

img_2187

Bardziej tradycyjne buddyjskie nagrobki.

img_2207

Piękne, bardzo stare drzewo, które dalej kwitnie. 🙂

17036642_10211218998772959_1796028636_o

W świątyni zdobyłam też kolejną kaligrafię, tym razem buddyjską.

Po wizycie w świątyni pojechaliśmy uniwersyteckim autokarem na szczyt góry Asama, która ma ponad 500 metrów wysokości nad poziomem morza. Widok jest przepiękny, aż zapiera dech w piersiach.

20170227_124509

20170227_124705

20170227_124750

Tutaj przy dobrej pogodzie powinna być widoczna góra Fuji. Niestety, tego dnia pogoda akurat nie dopisała. 😦

Z punktu widokowego pojechaliśmy prosto do centrum miasta, gdzie zjedliśmy późny lunch. Mnich trochę się rozgadał i byliśmy spóźnieni, ale oczywiście przyjęto nas ze wszelkimi honorami. Tym razem jedliśmy w restauracji typu bufet, gdzie samemu nakładało się wybrane dania. Najbardziej smakowało mi sashimi, które dosłownie rozpuszczało się w ustach. Wzięłam nawet dokładkę. :3

20170227_133406

Taką kompozycję sobie nałożyłam.

20170227_135841

Deser też był przepyszny! Grejpfrut, slodki ananas, galaretka z zielonej herbaty matcha (ta z prawej) i mochi z matcha i nadzieniem z czerwonej fasoli azuki. Mniam!

Później mieliśmy trochę czasu wolnego (w końcu). 😉 udało nam się nawet pójść do pobliskiego supermarketu po zakupy i zrobić pranie.

A taka była moja kolacja. Od poniedziałku zmieniłam menu i przez najbliższy tydzień będę jadła na kolacje rybki i owoce morza. :3

20170227_185209

 

A jako ciekawostka: zdjęcie męskich farb do włosów. Wszystkie w różnych odcieniach czerni. Od czarnego po czarniejsze. 😉

20170227_162818.jpg

Do jutra! 😉

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s